Mateusz matipl Kamiński: blog o programowaniu, IT, finansach i własnym życiu

Nie studiuj! Zbieraj doświadczenie!

mortar_board__diploma_on_whitDwa lata temu zadałem pytanie Czy studia są zbędne? A wczoraj rozmawiałem na podobny temat z gimnazjalistką.
Ma dylemat jak większość obecnej młodzieży. Zbytnio nie widzi kierunku dla siebie na studiach, ale mimo wszystko trzeba iść bo rodzice każą, mówią że po studiach będzie się miało pracę itp.

Niestety rodzice naszego pokolenia wychowani przez PRL żyją w dalszym przekonaniu, że jeśli już ktoś po 5 latach dostanie papierek MGR to od razu będzie miał pracę, kupi samochód, dom – będzie po prostu cud-miód. Nic bardziej mylnego. Na dodatek nie obchodzi ich zbytnio mówienie, że jeśli miało się 5 z fizyki, to nie znaczy że fizyka nas interesuje.
Moim zdaniem po ‘89 zebrało się kilka spraw na problem, że większość licealistów idzie na studia, jakby to było kolejny etap:

  • przekonanie “studia dadzą dobrą pracę”
  • przerost formy nad treścią (problem większości uczelni)
  • przyszedł niż, a profesorowie muszą kogoś kształcić, aby nie było zwolnień biorą na studentów kogo popadnie, sami kształcąc wiedzą sprzed 40 lat

Obecnie studia nie są dla intelektualistów, elit. Są dla każdego przeciętniaka (też tam byłem ;) ), który nawet jeśli nie ma odpowiedniej wiedzy i tak się dostanie, ew. na gorszy wydział.

Oczywiście są zawody, w których jeśli chcemy pracować musimy je studiować. Ale zastanów się czy to jest zawód dla Ciebie! Czy na pewno 5 lat na fizyce/socjologii/filologii to to, co przyda Ci się w życiu? Czy naprawdę jest tyle miejsc pracy, albo czy jesteś na tyle dobry w tej branży, że 100 osób na 1 miejsce w firmie to coś dla Ciebie.

Niestety często się zdarza, że na siłę wypchane dziecko na studia owszem, ma później pracę w zawodzie (oby). Ale będzie siedział wciąż na tym samym stanowisku za 2k zł netto przez najbliższe 15 lat, ponieważ owe dziecko nie miało ambicji, aspiracji aby w tym zawodzie się rozwijać. A bez doświadczenia raczej nie zmieni zawodu na inny.

Dlatego jeśli jesteś na etapie planowania swojej przyszłości (a najlepiej to zrobić nawet nie w liceum, ale w gimnazjum) to jeśli czujesz się dobrze w gastronomii kształć się w niej, zdobywaj doświadczenie! Jeśli czujesz się dobrze w pracy z ludźmi idź do studium policealnego, które pomoże Ci podjąć pierwsze kroki. A jeśli będziesz lubić to co robić, to na pewno rozwiniesz się w tej dziedzinie i po pewnym czasie może otworzysz własną firmę.

Studia w moim przekonaniu w większości (dzienne) zabierają czas nie dając tak naprawdę nic w zamian, bo i tak większość wiedzy zdobywamy w domowym zaciszu, a na wykładach mamy tylko zdawkowe informacje.
Pomyśl ile wiedzy, tej konkretnej, którą właśnie się interesujesz mógłbyś zdobyć zaczynając pracę w wieku 18-19 lat, a nie 25.

Najgorsze jest to, że większość młodzieży nie myśli o swojej przyszłości, a jedynie widzi 1 krok w przód – studia, ale już nie zastanawia się co będzie po studiach. Dlatego licealisto, gimnazjalisto – najpierw zastanów się co chcesz robić w życiu, co sprawa Ci frajdę, a później pomyśl technikum/policealna/studia…

Podobne wpisy:

Podziel się tym:

  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop

SUBSKRYBUJ RSS

  • Studia dzienne są obecnie traktowane jako kolejny etap w życiu. Ja właśnie tak myślałem 5 lat temu, gdy rozpocząłem studia dzienne. Jednak najszybciej jak się to tylko dało znalazłem pracę aby utrzymywać się z własnej kieszeni ( było cięzko : http://jarek.kielmas.com/2006/11/ ).
    Po tych 5ciu latach stwierdzam, że jeśli miałbym się cofnąc w czasie nie poszedłbym na studia, lecz od razu zajał bym się swoją karierą ( jeśli nie udało by sie zdobyć pracy to ew. jakies praktyki itd).
    W rzeczy samej same ukończenie studiów i tak nic nie zmienia – firma nie zapłaci Tobie więcej pieniędzy tylko za to, że ukończyłeś studia ( no chyba że to jakaś budżetówka) – zapłaci za twój wkład do firmy!
    Mój kolega pracuje w dużej firmie na stanowisku programisty. Dopiero co się obronił ( na PG ), ale co z tego skoro w jego firmie nikogo to nie obeszło, czy to coś nagle zmieniło ? Zupełnie nic. Wiedzy ani doświadczenia od tak mu nie przybyło. Jedynie co to może się pochwalić papierkiem z Politechniki …

  • Ja zacząłem w wieku 19 lat pracować w zawodzie (informatyka), obecnie mam 24 – kończę studia inżynierskie niestacjonarne w CV 5 lat doświadczenia w pracy. W tym czasie starsi koledzy, którzy przechodzili przez studia dzienne mają praktyczną wiedzę zwykle mniejszą niż ja gdy zaczynałem. Ponieważ oni bardziej przykładali się do rzeczy których wymagali od nich w szkołach (aby dostać się na ciężkie studia), niż do tego co im się przyda w przyszłości.

  • @jaras: połowa WP (w przenośni) to niedoszli absolwenci PG ;) więc poważnie za dużo nie zmienia papier IT

    @macnow: w końcu jakiś głos poparcia :) Dokładnie to samo myślę.

  • Najważniejszy problem ze studiami, jest taki, że nie są w stanie nadążyć za tak szybko rozwijającym się kierunkiem wiedzy – jak informatyka.
    Dodatkowo, w każdej uczelni potrzebna jest pewna określona przepisami liczba profesorów i dlatego studenci Informatyki marnują swój czas na przykład na materiałoznawstwo.
    Kolejna sprawa, to studia doktoranckie. Jaka jest różnica między publikacjami na blogu a publikacjami do fachowej literatury? “Fachowa literatura” pleśnieje w bibliotekach uczelni, podczas gdy publikacje na blogu rzeczywiście służą poszerzaniu wiedzy całego społeczeństwa.
    W dobie Internetu, konieczne jest wypracowanie nowego modelu edukacji. Niestety, skostniałe państwowe struktury nie dadzą sobie z tym rady. Dla ministerstwa edukacji, jak sama nazwa wskazuje, ważniejszy jest proces edukacji niż jej końcowy rezultat – wykształcony człowiek.

  • Jakiś czas temu na swoim blogu pisałem dosyć zbliżonego posta (http://blog.kedziora.info/jakie-studia-wybrac) ale bardziej o tym jakie studia wybrać i dlaczego nie na siłę informatykę.

    A tu zgadzam się zdecydowanie z tym co piszesz. Co prawda studia pewnie warto mieć (niedługo pewnie staną się drugą maturą, którą powinien mieć każdy), ale zdecydowanie nie traktować tego jako jakąś nobbilitację. A raczej już od początku przydałoby się myśleć o rozwoju kariery.

  • Widzę, że mamy podobne zdanie na ten sam temat, ~matipl

    Problem jednak nie jest tylko w karierze – pozostaje jeszcze kwestia społeczeństwa, które – niestety – nadal tkwi w średniowieczu twierdząc, że posiadając dyplom uczelni = mają wykształcenie, a przede wszystkim WIEDZĘ. Tylko że patrząc momentami na to, co reprezentują, to aż szkoda gadać.

    Co do tej kwestii społecznej, pozostaje reputacja wobec otoczenia (w wielkich miastach tego nie widać, ale na wsiach/w miasteczkach mając dyplom uczelni wyższej masz +100 do lansu, a idąc na zaoczne “mniej” się nauczysz), która może wydaje się nieistotna. A tak w ogóle, to gdzieś słyszałem pewne porzekadło – wolę zatrudnić łebskiego licealistę, który napisze mi całego CMS-a/program/etc w ciągu dnia niż gościa z 20 fakultetami, który powiesi sobie tylko dyplomy na ścianie. Nie widziałem jeszcze za wiele świata, ale z moich obserwacji wynika, że właśnie tak jest.

    Osobną kwestią są pracodawcy, którzy mają wymagania wykształcenie wyższe + doskonała znajomość A/B/C/D, których doskonała znajomość = kilka lat doświadczeń. Więc delikwent musi prowadzić – nomen omen – podwójne życie…

    O ile w IT jest łatwo – coś do roboty zawsze jest, kontakty pozostają, udokumentowane doświadczenie/praktyka, to w przypadku innych branż wykształcenie może jest istotne. Jednak dla kodera, który łatwiej napisze wypracowanie w Javie niż w jakimś “ludzkim” języku…?

    Najgorsza sytuacja jest jednak dla tych, którzy bezpośrednio po liceum zastanawiają się nad informatyką wcale się w niej wcześniej nie rozwijając…

    ~matipl – weź daj drożdży dla pola komentarza, za niskie jest nieco. ;]

  • @eRIZ: proszone – dane ;)

    Ogólnie największy problem jest taki, że 90% ludków wysyłają na studia, i przez to za 10 lat nie będzie kto miał Ci obiadu zrobić w restauracji :(
    Niestety wydaje mi się, że obecnie rodzice zabijają własne ambicje dzieci, przez to idą na byle studia żeby mieć od rodziców spokój i jakoś to będzie…
    Jeśli nie chcą żebym był elektrykiem trudno, zostanę prawnikiem…
    Przez takie myślenie później nie jest się ani prawnikiem, ani elektrykiem.

  • Konkluzja jest taka: studia są dobre, jeśli wiesz po co Ci one. I niekoniecznie chodzi tu o wiedzę. Ja studiowałem żeby poznać nowych ludzi, poimprezować, spróbować samodzielnego życia, pomieszkać w akademiku (osobiście mieszkania z rodzicami podczas studiowania nie rozumiem, chyba że inaczej się nie da). No i nauczyć się nieco ekonomii :)

    Resztę musisz zalatwić we własnym zakresie – na tym studiowanie polega. Dlatego warto rozejrzeć się co dodatkowego oferuje uczelnia czy wydział: praktyki (w tym zagraniczne), Erasmus (wymiana studencka), organizacje, koła naukowe, itd.

  • startując na studia, byłem przekonany ze czegoś się nauczę, że poszerzę horyzonty itp. Dzisiaj jestem pesymistycznie nastawiony na studiowanie, gdyż nie ma nacisku na praktyczną wiedzę, którą oczekują na wstępie potencjalni pracodawcy.

    Faktycznie coś w tym jest, że ludzie z PRL są przekonani, że studia dodają lansu do ich życiorysu – mój ojciec skończył w latach PRL Akademię Rolniczą jako inżynier, dzięki czemu mógł realnie zajmować kierownicze stanowisko. Różnica to taka, żę on faktycznie harował, badał wszystko i osobiście je oceniał.
    Teraz od czasu do czasu zdarzaja się spięcia między mną a ojcem, który stwierdza ze mało się przykładam do nauki itp, że nie widzi mnie w książkach i zbyt dużo poświęcam Internetowi itp. – zgrodzo, w końcu to Internet jest jednym z głównych źródeł akademickiej wiedzy.

    Ale też nie można obarczać o to naszych rodziców, bo tak naprawdę dzisiejszy świat za bardzo poszedł do przodu, wymagając od nas niewiadomo jakich rzeczy. Ilekroć przeczytacie ogłoszenia dot. pracy, potencjalny pracodawca poszukuje specjalistę, a najlepiej udokumentowanych świetnym dyplomem z dobrej uczelni. Zauwazyłem także, że ta tendencja dociera do tych, w których wymaganie wyzszego wykształcenia, jest nienormalne, wręcz chore. Po co kucharzowi znajomość języka obcego w PL, skoro jego zadaniem jest dobrze ugotować, upiec itp.

    Dobrze, że kończę te inżynierskie studia, natomiast czy podejmę mgr, tego jeszcze nie wiem – wolę tak naprawdę popracować, zdobywać wiedzę praktyczną i kontakty, by potem tak naprawdę zastanowić się nad dalszą edukacją. Ale… no własnie.

    Temat naprawdę świetny , taki teraźniejszy i chyba będzie jeszcze długo aktualny.

  • To prawda, w życiu ważniejsze jest doświadczenie zawodowe, a nie mgr.

  • @bobiko: Ja jednak widzę problemy młodzieży właśnie w rodzicach, często chcą aby robiły dzieci to, czego im samym nie udało się w życiu :(

  • Wykształcenie konieczne jest też w pracy w urzędzie, sądzie, itp państwowych placówkach. Wysokość wynagrodzenia często uzależniania jest od wykształcenia.
    Dodatkowo, warto pamiętać że rządzącym może odwalić i na przykład mogą wprowadzić zakaz wykonywania zawodu programisty przez osobę pozbawioną odpowiedniego wykształcenia…

  • Studiów nie skończyłem, siedzę za monitorem i składam różne wydawnictwa w sporej firmie. Żyje mi się nieźle acz chcąc iść dalej w marketing widzę, że brak mi oczytania w tematyce, brak słownictwa i znajomości odpowiednich terminów. Brak wiedzy po prostu. I teraz, świadomy czego mi trzeba, z chęcią na studia pójdę i jakoś przymuszę firmę, by mi w części chociaż je refundowała. A co, niech inwestują w pracownika.

    Osiemnastoletni człowiek nie ma bladego pojęcia czym zajmie się w życiu i studiowanie na siłę nie ma żadnego sensu. Lepiej popracować (nikt zaraz nie mówi, że ciężko – po prostu doświadczyć osobiście o co z tą całą pracą chodzi), zgromadzić doświadczenie i wtedy można podejmować świadome decyzje.

    BTW – sorry ale mnie to razi: “ale mimo wszystko trzeba iść bo rodzice karzą” chyba “każą” jeśli chodziło Ci o kazanie komuś czegoś. No chyba że faktycznie chodziło i karę :)

  • Prawda. Nawet czytając ogłoszenia w Urzędzie Pracy łatwiej znaleźć takie, gdzie poszukuje się kogoś ze średnim wykształceniem, ale znajomością (popartą doświadczeniem) Javy, czy C++, niż magistra informatyki bez doświadczenia. Jeśli już szukają magistrów, to jako nauczycieli.

  • @CoSTa: poprawione, thx.
    Znajomy jest po zarządzaniu i marketingu, fajna rzecz, wtedy w robocie można robić dosłownie wszystko ;) Od zajmowania się sprzętem i oprogramowaniem, poprzez interview, na tworzeniu broszurek, stoisk wystawowych kończąc :) Wspaniały kierunek :) tyle, że marketing to kierunek którego można we własnym zaciszu się pouczyć, po co Ci papier?

    @Szarex: pracodawcy nigdy nie przykładali uwagi do sekcji Wykształcenie na moim CV, więc nie dziwię się że jako wymagane z UP masz średnie.

  • @matipl
    Tu nie chodzi o papier ale o wiedzę. Jednak wszystkiego się z książek człowiek nie wyuczy. Nie wiem jak teraz studia wyglądają ale gdy na swoje biegałem najwięcej wyniosłem z seminariów, spotkań z profesorami i męczenia na ćwiczeniach. Książki to tylko jeden aspekt studiów :)

  • @CoSTa studia wyglądają źle. Informatycy uczą się niewłaściwych przedmiotów, jak choćby materiałoznawstwo czy też zaawansowana matematyka.
    Zamiast tego powinny być języki programowania, szkielety aplikacji, wzorce projektowe, technologie…
    Ilu czytelnikom tego bloga potrzebna w pracy zawodowej była analiza matematyczna? Ilu czytelnikom potrzebne były wyrażenia regularne? Czy jest jakaś szkoła która poświęca na wyrażenia regularne cały semestr, a na pewno tyle im się należy. Czy na pierwszym roku studiów informatycy uczą się czegoś takiego jak wzorce projektowe? Nie informatycy zakuwają algebrę.

    Jest źle. Studia informatyczne nie uczą ludzi informatyki. Informatyki czyli zarządzania wiedzą.

  • @Antoni Jakubiak: u mnie dokładnie tak było :/ aż w końcu dałem sobie spokój…

  • Ja tam się nie zgodzę. Sam miałem dylemat. Na studia chciałem iść lecz zastanawiałem się dzienne czy zaoczne. Wybrałem dzienne – nie żałuje. Mnóstwo kasy zostaje w portfelu, a na kierunku luz większy niż bym miał chodzić w weekendy. Poza tym sporo ciekawych znajomości i możliwości uczestniczenia w różnych rzeczach/wydarzeniach.

    A że przerw od nauki dużo, to i na pracę czas jest. Więc wole to niż zaczynać etat w wieku 19 lat i tracić trochę z życia.

    Więc polecam wszystkich studia :]

  • @Vee: fajnie. Na pewno poznanych osób niczego nie zastąpi, ale takie myślenie to moim zdaniem przedłużanie niepotrzebnie okresu życia pod kloszem.

  • Zależy co rozumieć przez życie pod kloszem. Na własnym nie mieszkam, ale też nie z rodzicami. Bogaty nie jestem ale też nie ciągnę kasy od innych. Za to mam mnóstwo czasu na to co bym chciał w tym wieku robić. Do rodziny, dzieci i pracy po (min) 8h jeszcze daleko :]
    Chociaż akurat robię wszystko by tego ostatniego uniknąć.

    Póki co ciesze się, że dzięki dziewczynie nie zdecydowałem się na zaoczne.

  • @Vee: taaa, za duży skrót myślowy ;) Mimo wszystko trzeba coś jeść, ubrać się, mieć na wynajem/kupno..No chyba, że masz ropę na działce..Jeśli nie radziłbym zbierać doświadczenie, żeby po studiach nie robić za połowę wypłaty, którą mógłbyś mieć…

  • @Antoni
    No to niefajnie to wygląda :/

  • W ogólności – zgadzam się. Pytanie jednak brzmi – czy studia mają przygotowywać do pracy? A jeżeli pracy, to do jakiej pracy? Programisty, analityka systemowego, administratora baz danych, czy też pracownika nauki? Ten ostatni jest podchwytliwy ;]

    Tak, czy inaczej – też się nieco na ten temat rozpisałem ostatnio (http://blog.4zal.net/2009/10/25/co-zyskuje-studiujac/) i do podobnych wniosków doszedłem, lecz nieco inaczej wartościując niewymierne efekty studiowania.

  • @zal: czytałem Twoje przemyślenia. Moim zdaniem powinno się odróżnić to co daje sama uczelnia, a co dodatkowe rzeczy od nas zależne jak np. mieszkanie w akademiku, czy własne aspiracje żeby w czymś tam uczestniczyć. Lub poznaniu ludzie. W pozostałych kwestiach studiowanie jest super…Ale w podstawowej kwestii, jako wyuczenie radzenia sobie w życiu, rozwiązywaniu problemów, znajdowaniu odpowiedzi – NIE.

  • @matipl: Niektóre uczelnie jeszcze całkiem ładnie kształcą pracowników naukowych. Ale tak, w gruncie rzeczy zgadzam się z Tobą, co do tego, iż uczelnie z głównego zadania, jakie zostało im powierzone, nie wywiązują się.

  • Wybór studiów to jedno, ale pierwszy problem pojawia się już właśnie w gimnazjum.
    Rodzice wysyłają na siłę dzieciaki do ogólniaków, po to żeby później oczywiście wysłać na studia.
    Ja kończyłem średnie liceum, jeśli idzie o poziom. I niestety bardzo nie wiele osób dostawało się na państwowe bezpłatne studia (koło 10 %), reszta:
    - Część wybierała kierunki na które po prostu było się łatwo dostać i nie musiało się za nie płacić. Co oczywiście nie miało nic wspólnego z ich zainteresowaniami czy szansami na pracę później.
    - Część płaciła za studia, żeby studiować coś bardziej przydatnego, choć nie zawsze. Wiele osób decydowało się na płatne studia byle były proste i dostać ten śmieciowy dyplom, który jak pisał autor wydaje im się przepustką do bogactwa.
    - A duża część w ogólnie nie szła na studia i próbowała szukać pracy. Ale oczywiście co wie człowiek po ogólniaku? Zwykle Nic.

    Dlatego za nim się wybierze Ogólniaka to warto pomyśleć, czy naprawdę chcemy iść potem na studia i wiemy co chcemy robić?

    Bo może lepiej wybrać technikum budowlane, gastronomiczne, itp. Znam chłopaka, który nie poszedł jak starsze rodzeństwo do ogólniaka tylko wybrał właśnie technikum gastronomiczne. Chłopak skończył dużo lepiej i nie ma problemu ze znalezieniem pracy i to przyzwoicie płatnej. W przeciwieństwie do rodzeństwa studiującego administrację…

  • @McWolf: moim zdaniem również alternatywę można znaleźć w technikach, ale bardzo często rodzice rodzice technikum utożsamiają z zawodówką, przez co dzieci mimo chęci wyboru technikum pod przymusem idą do LO.

  • Wszystkim, którzy popierają autora postu polecam książkę “Bogaty ojciec, biedny ojciec” – na pewno rzuca ona dobre światło na sytuację młodego człowieka i doskonale opisuje mechanizmy/motywację zachowań rodziców wobec dzieci w kształtowaniu przyszłości swoich pociech.
    Ja w pełni popieram autora – jednak jest jeden warunek – “plan” który nakreślił się z Twojej wypowiedzi jest dla osób ambitnych, ciekawych życia i nie bojących się wyzwań. Gdyż tacy ludzie są na szczycie tego świata – a reszta to ekipa z tytułami mgr, inż., dr itd. zastanawiająca się czemu on nie pracuje i ma wszystko, a ja zasuwam za marne grosiki.
    Ludzie – brać życie w swoje ręce – i pamiętać – nigdy na etacie nie zarobisz tego co prowadząc swoją działalność. Żyjemy w dobie informacji, którą dostarcza nam Internet – z tego można wyżyć i to na przyzwoitym poziomie. Jest wiele możliwości: web developerka, programowanie, budowanie marki domen, hostingi, grafika itd itd.
    Warunek jest jeden – jeżeli zaczynasz coś robić – rób to najlepiej jak umiesz, działaj z pasją, nieustannie się rozwijaj, i nigdy, ale to nigdy nie olewaj żadnego klienta – choćby najmniejszego.

  • @slaw: kilka miesięcy po tym artykule zainteresowałem się książkami pana Roberta Kiyosaki i byłem zdumiony, że nie tylko ja tak myślę ;)
    Szkoda, że tak późno odkryłem tą książkę. Również polecam.

  • Ja wybralam opcje posrednia. Nie dostalam sie na studia, na ktore chcialam isc, poszlam na inne zaocznie i rownoczesnie poszlam do szkoly policealnej IT dziennie. Po pierwszym roku zaczelam prace w IT, ostatni semestr studium zrobilam juz w systemie wieczorowym.
    Podsumowujac zaczelam prace w zawodzie jak mialam 20 lat i dosc szybko pielam sie do gory i zdobywalam nowe doswiadczenie.
    Co ciekawe, przedmioty z ktorych mialam najlepsze oceny w studium, nie maja nic wspolnego z tym co robie. A najwiecej w karierze pomogly mi certyfikaty informatyczne, nie informacja o posiadanym wyksztalceniu.
    Oczywiscie skonczone studia daja potem podstawy by zrobic jakies nowe moduly podyplomowe lub studiowac zagranica tylko magistra (postgraduate) na innym kierunku.

  • Cieszę się, że mogę rozwijać zainteresowania muzyczne naszych aniołków, a także swoje pedagogiczne. Nie każdemu łatwo dogadać się z dziećmi. My już żyjemy ze sobą roczek (i troszkę).

    Studia nie dały mi tyle wiedzy co doświadczenie kiedy spotykam się z aniołkami. To tylko 2 dni w tygodniu(sobota i niedziela), lecz uczy to punktualności, chęci do robienia czegoś więcej niż tylko trzeba i zabawy, bo muzyka musi być zabawą. Zajęcia są bezpłatne.

    W soboty wstaje o 9, a w niedziele 7-8 ..

    http://cassia.pl/roczek/

  • @Cassia: to również jest forma rozwijania samego siebie, chociaż człowiek na pewno nie myślał o tym podejmując takie decyzje ;) To przy okazji może potrenować wiele przydatnych cech, nie tylko punktualność, ale np. zarządzanie zespołem.

    Tego na studiach niestety nie uczą..Tam to tylko jak chachmęcić aby zaliczyć ;) Albo jaką książkę kupić wykładowcy, aby dał w zamian wpis

  • Dziecko potrafi się wykręcić przeróżnymi sprawami dlaczego się spóźniło. Zasady są jasne i proste. Jeśli nie byłeś na jednej próbie – nie śpiewasz. Lecz kiedy widzę te maślane oczka, które błagają, to czasem mi serce mięknie.

    Punktualność to najtrudniejsze do wypracowania. Od strony muzycznej prowadzenie zespołu było zawsze moim marzeniem, więc zbytnio się nim nie stresuje czy (coś innego co można by było pomyśleć). U nas o to chodzi, żeby występować.

    Lecz przyznam się, że co tydzień przygotowuje dzieci do SOLO. Tak naprawdę boję się bardziej od naszych kochanych aniołeczków, by było czysto, by było rytmicznie, by nie było słychać, że się boi…

    Najprzyjemniejsze jest to, że za każdym razem przytulają się. To wynagradza wszystko, nawet te niedziele, kiedy budzik dzwoni już od 7, czy 7,30 a ja i tak wstaje na ostatnią chwilę.

    Na studiach tego nie uczą, prawda, tam trzeba samemu umieć: czysto śpiewać, rytmicznie, nie bać się (zawsze zgrywać, by nie dało się poznać, że się boję), zdobywać najlepsze oceny.

    A tutaj trzeba dziecko nauczyć czysto śpiewać. Przekonać je, że warto jest się uczyć czegoś trudniejszego i coraz to nowego niż śpiewać stare proste oklepane. Jak przychodzę na próby, to Jula się pyta: Kasia co nowego? Eeee tylko jedno?
    I o to chodzi.

    Może trochę wybiegłam od tematu, bo wy tu ciągle o informatyce i technologiach o których nie mam zielonego pojęcia, bo jestem a-techniczna. Chociaż ostatnio nauczyłam się obsługiwać mikser i podłączać mikrofony. Trochę muzyki w komentarzach też potrzeba.

    Zapraszam w niedzielę o 10.30

  • “przekonanie “studia dadzą dobrą pracę””
    wiesz że w tym jest prawda, bo to mówią statystyki. Szkoda, że nie poszukałeś jakichś danych na ten temat, bo byś wiedział, że wśród osób z “mgr” czy ogólniej mówiąc wyższym wykształceniem jest najmniejszy wskaźnik bezrobocia.

    Czyli, co? Ci po studiach po prostu mają same znajomości? :)

  • Wszyscy ostatnio chcieliby statystyki, które nic nie udowadniają w stosunku do jednostki!

    @jsmp w takich wypadkach trzeba rozważyć konkretne kierunki, osoby (czy poszły z miłości do specjalności, czy od tak za pracą).
    Mógłbym Ci kilkadziesiąt znajomych wymienić, które miało/ma problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie aby wykorzystać mgr/mgr inż.
    Mógłbym Ci pokazać ludzi, którzy pracują za 5-6 zł.

    Studia (nie mówię o wszystkich kierunkach) nic nie dają, ew. rozwiną osobę, która już się czymś interesuje.
    Jak przyjdzie śmierdziel na konkursie świadectw, który miał same piątki, ale żadnego “swojego konika” to skończy za ladą lub na sprzątaniu (ew. z zawodzie ale za 1/5 stawki)… Jeśli chodzi o współczesną Polskę.

  • @matipl zabrzmiało jak byś zarzucał statystykom, albo kłamstwo albo nierzetelność. Nie, ścisłe dane są dane i leda jednostki znaczą wiele – bo jest ona takim samym elementem społeczeństwa jak respondenci/badani.

    Skoro statystyki wskazują, że osoby po stadiach mają mniejszy współczynnik bezrobocia to trudno z nim polemizować argumentem, że trafia nie do zawodu bo to nie jest równorzędny argument.

    Czym innym jest trafić do zawodu, czym innym zwiększyć szanse na zatrudnienie pracy. Bez względu na rodzaj pracy, liczy się rzetelność praktykowana już po zatrudnieniu.

    Bo nawet idiotom, co nie chcą nawet palcem kiwnąć to nawet habilitacja by nie pomogła ;)

  • @jsmp: w takim wypadku proszę o źródło danych, nie starsze niż 5-10 lat.

  • Dane te znałem wprawdzie ze studiów, ale znalazłem te dane o których nam mówiono.

    Dane na rok 2005 (źródło: http://www.stat.gov.pl/szczec/69_218_PLK_HTML.htm ) Wyniki z roku wcześniej:
    Rok 2004 …………. IV

    Wyższe
    4,1
    Średnie zawodowe
    18,1
    Licealne (ogólne)
    7,5
    zasadnicze zawodowe
    31,7
    gimnazjalne i niższe
    38,6

    Jak widać w tych wynikach wykształcenie wyższe blisko dwa razy lepszą sytuację.

    Natomiast dotarłem do badań jeszcze z 2007 roku. (http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/szczec/ASSETS_bezrobocie_2007.pdf )

    Wyniki z ostatniego kwartału 2007:

    Wyższe: 5,5
    Średnie zawodowe: 18,7
    Licealne ogóln.: 9,3
    zasadnicze zawodowe: 28,1
    gimn i niższe: 38,4

    Tu znów wynik bezrobocia wg struktury wykształcenia jest o wiele niższy.

  • @jsmp: musimy pamiętać, że są to dane rejestrowane. Grono osób z zawodowym/technicznym wykształceniem jest teraz za granicą (większość mojej ulicy w rodzinnym mieście).

    Poza tym, dane bardziej aktualne za 3.2009:
    gimnazjalne i niższe – 30,4%
    zasadnicze zawodowe – 29,4%
    policealne i średnie zaw. – 21,9%
    średnich ogólnokształcących – 10,2%
    wyższe – 8,1%

    Zauważ niewielką różnicę osób po studiach, a tylko z ogólnym.

    PS: Wstawiaj dane jakoś czytelniej, a nie copy/paste

  • Ale to statystyka, tych którzy się zgłosili do urzędu pracy. Ja np. nie mam stałej pracy od września, przeprowadzka na drugi koniec polski itp. I nie pójdę się zarejestrować jako bezrobotny, bo niby po co? Żeby mi kazali biegać co kilka tygodni i się podpisywać na liście? Czy aby mnie wysyłali na kursy spawania czy obsługi wózka widłowego?
    W świetle prawa nie jestem bezrobotnym, pomimo tego, że nie mam w tej chwili pracy, mam wykształcenie niepełne wyższe, obronić się muszę, a nie jestem uwzględniony w tej statystyce.
    W związku z tym, kto stanowi te 8-10%. Ci nieudacznicy, którzy po studiach nie wiedzą co mają ze sobą zrobić i biegają składać autografy do urzędów zamiast zająć się jakąkolwiek pracą?

  • @macnow: dlatego pisałem, że statystyka statystyką.
    Ja mimo, że też byłem bezrobotny nigdzie się nie odhaczałem, jak pewnie większość z średni i wyższym, bo nic to nam nie daje ;)
    Nie mówiąc, że grono ludzi z wyższym pracuje nie w zawodzie, za mniejszą pensję niż Ci ze średnim ;)

  • @matipl Na większość stanowisk we wszelkich urzędach i biurach, wymagane są osoby z wyższym wykształceniem, albo chociaż osoby studiujące. A wynagrodzenia zazwyczaj 1200-1800 brutto.

    Co do moich obserwacji odnośnie znajomych na wyspach. To większość się trochę dorobiła i już dawno wrócili, pokupowali samochody, mieszkania. A zostali tam Ci, którzy otrzymali godną pracę doskonale znający język angielski (specjaliści z średnim/wyższym wykształceniem) oraz osoby z podstawowym/średnim, którzy w Polsce nie znajdą żadnej pracy. Wegetują tam, wydają wszystko na bieżąco na ciągłe imprezowanie.

  • @macnow: ale mnóstwo budowlańców jest na stałym kontynencie. To nie tylko IT i branże pokrewne uciekły ;) I im tam dobrze, każdy żyje na swój sposób.

  • @matipl jak ktoś słusznie zauważył – czasami wyższe jest po prostu wymogiem.

    Po drugie, dane mówią co mówią > wyższe daje najlepszą sytuację na znalezienie. Po drugie w starciu na rekrutacji:
    osoba tylko po Lic. a osoba tylko po Wyższych zazwyczaj wiadomo kogo przyjmą :)

    O emigracji zarobkowej szkoda mi gadać, bo to temat na osobny wpis, rozwlekły i bardzo dyskusyjny :D

  • @jsmp: jasne, że nieraz dane kierunkowe wykształcenie jest wymogiem.
    Ale jedyne co mi przychodzi do głowy to medycyna i prawo ;)
    Bo większość firm nie obchodzi co skończyłeś, ale co umiesz!
    Dlatego osoba po liceum + 2 lata pracy w zawodzie, to o NIEBO lepiej niż osoba po studiach (przykład oparty o IT).
    I zawsze gdy rekrutowałem, lub byłem uczestnikiem rekrutacji to było dla mnie oczywiste.
    Stąd też ten artykuł na blogu.

  • Moim zdaniem przykład z infomatyką jest – hmm, nie tyle nie trafiony, co sztampowy. Jasnym jest, że można nie kończyć nawet liceum o profilu matematyczno-informatycznym i dokonać w tej dziedzinie takich dokonań (udokumentowanych w portfolio i konkursami) że cie wezmą.

    Informatyka jest specyficznym przedmiotem, który nauczany jest lekko dziwaczny. Bo i tak liczy się dokonania a nie teoretyczna wiedza wpajana z katedry.

    Ale są inne zawody (głównie humanistyczne) które mają wymóg studiów kierunkowych – pedagogika, dydaktyka, i moja praca socjalna. :D

    Tu nikt z doświadczeniem (jedynie wolontarynym, bo innych form praktycznie nie ma) nie ma szans z kimś po kierunku, no bo mieć nie może :D

  • @jsmp: o humanistyce proszę nie wspominać, bo większość osób robi sobie tam krzywdę.
    Oczywiście jak z każdej dziedziny są powołania, zamiłowania.
    Ale nie oszukujmy się, większość jest tam bo jest, później i tak robi coś innego.
    Poza tym, aby być poetą/pisarzem/fotografem nie jest potrzebne żadne wyższe.
    Albo się to ma, albo nie :)

  • Na każdym kierunku czy humanistycznym czy ścisłym/przyrodniczym/technicznym są ludzie z pasji i z przypadku lub też jeszcze uciekający przed wojskiem.

    Ja osobiście uważam, że jestem z powołania i z realnych chęci, choć duża część osób mnie znających widziała by mnie na programowaniu, informatyce itd. ale to już inna bajka ;)

    hmm, owszem aby być pisarzem wystarczy czasami talent. Fotografem, poetą, webdesignerem – tak, owszem. Więcej jest ludzi z talentu niż z realnego toku studiów, lecz to wszystko to sztuka, sztuka, sztuka i kreacja… Tu wystarczy się wykazać – w praktyce pedagogicznej sie nie wykażesz bez uprawnień, w dydaktyce itd.

    Z “zawodów” mniej dochodowych (lub takimi sie wydających) filozofii czy etyki też nie weźmiesz na owo “ładne portfolio” – tu liczy się papierek dyplomowy i kropka. wbrew pozorom to bywa opłacalne :P

  • @jsmp: nie wiem dlaczego meritum sprawy przyrównujesz do spraw pedagogiki czy filozofii.
    Gdzie często jest to studiowanie dla studiowania, bo od lat rynek jest przepełniony.

    Mam nadzieję, że obowiązkowa matma na maturze ciut tu pomoże…

Możesz śledzić odpowiedzi za pomocą kanału RSS 2.0

Trackbacks / Pingbacks

Mateusz matipl Kaminski on Facebook