Kredyt hipoteczny – na 30 lat nie warto!
Wczorajszy artykuł Kredyt hipoteczny, czy warto?, który miał przedstawić suche dane, aby uzmysłowić wielu osobom, że kredyty nie są takie kolorowe, wywołał mieszane uczucia. Spróbuję dzisiaj do tego dodać trochę bełkotu…
Nasi rodzice podchodzą bardziej bojaźliwie do wszelkiej maści kredytów, czemu?
Sądzę, że My (20-30 latkowie) wchłoneliśmy wiele treści, często mało prawdziwych z masmediów. Naoglądaliśmy się filmów o amerykańskim śnie, bollywodzkich gdzie wszyscy mieszkają w pałacach, a przynajmniej w aparatamentach mając dwadzieścia kilka lat i sądzimy, że też tak możemy. Reklamy obecnie bardzo sprytne mówią stać Cię! Na pralkę, lodówkę, LCD 52”, kino domowe, samochód, a w końcu DOM. A to proszę Koleżanki i Kolegów jajo prawda! Większości z Nas w wieku 20-30 lat NIE STAĆ. Są oczywiście skrajne przypadkie, gdzie mamy nadzianych rodziców, którzy nam to wszystko kupią
Albo mieliśmy wcześnie obrane cele życiowe i teraz zarabiamy tyle, że kupno samochodu z salonu nie stanowi problemu.
Wracając do osób, wokół których się poruszam, czyli takich żeby to mieć potrzebują kredyt. Wmówiono nam, że każdy może mieć dom/mieszkanie. Dobrze, może teraz masz pracę, dostajesz 3-5 tyś tys. zł netto i jesteś w stanie wejść w kredyt (weźmy skrajny) na 30 lat. I co? Jesteś pewny swojej pracy przez 30 lat? Wzrostu zarobków? To że teraz potrzebujesz na życie ułamka swojej wypłaty, a resztę możesz przeznaczyć na kredyty, to nie znaczy że utrzymasz z tego 3 dzieci.
A zdrowie? Masz dożywotnią licencję na zdrowe nogi, ręce którymi pracujesz? A myślisz, że nie będziesz musiał się zająć bliską osobą, która nagle zachoruje lub będzie miała wypadek? O tym nie mówi się w TV.
Jak wspominałem nie jest przeciwnikiem kredytów hipotecznych. Również chciałbym mieć już teraz własny domek z dużym ogrodem itp. I byłem krok przed podjęciem decyzji, ale spojrzałem w miarę obiektywnie. kredyt 30 lat, to będę miał 55 lat. Czy będe miał pracę? Czy wogóle będe mógł pracować w wieku 50 lat? Czy będzie mnie stać na wakacje, to wszystko co teraz? A ile wogóle oddam kasy do banku? No właśnie dokonałem wyliczeń zaprezentowanych wczoraj. I doszedłem do wniosku, że po prostu nie stać mnie, żeby oddać do banku poza kwotą za dom dodatkowo 120%. Przy kredycie na 10 lat jesteśmy stratni tylko/aż 30%.
Wciąż piszę o kredycie na dom, a nie mieszkanie. Powód? Jak zobaczyłem czynsze za WŁASNE mieszkanie to się przewróciłem. Dosyć że płacę za mieszkanie 300-400 tyś tys. zł to każą mi do tego co miesiąc płacić 1-1,5 tyś tys. zł czynsu.
Czyli w takim wypadku kredyt 2 tyś tys. miesięcznie + 1 tyś tys. czynsu daje już nam 3 tyś. tys. A weźcie do tego jeszcze opłaty jak Internet, kablówka itp. Do tego nikt nie daje gwarancji, że opłaty nie pójdą w górę, czy bank nie wymyśli dodatkowego haraczu bo źle przędzie.
Chcę tylko przestrzec innych, którzy myślą tak łatwowiernie jak ja myślałem. Banki muszą na czymś zarabiać, teraz często reklamują się tekstami: Przedmiot X tylko za 50 zł miesięcznie, nie dodając że przez Y lat.
Nawet te 50 tys. zł własnej kasy oszczędzonej to w niektórych przypadkach drugie 50 tys. zł do przodu! A to już tylko 2 lata wstrzymania się z zakupem.
Co zrobić do tego czasu? Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, każdy jest w innej sytuacji. Wynająć mieszkanie jesteśmy w stanie od 600-800zł w górę. Czyli nieco mniej niż sam czynsz przyszłego mieszkania. W przypadku domku niby jesteśmy stratni.
Przyznam, że się nad tym głębiej nie zastanawiałem, bo nie miałem ku temu powodów i trudno coś doradzić.
Arkusz: Kredyt hipoteczny









kmin
1 wrz, 2010
@Petterr
Kryzys to my mamy od 20 lat (wcześniej też tylko niedemokratyczny). Czasem tylko trochę większy, a czasem lekko mniejszy.
Ceny nie spadły zbytnio, bo jeszcze nie dupneło jak w Grecji czy na Węgrzech. Biorąc pod uwagę co robi i czego nie robi rząd oraz tempo wzrastania długu publicznego i kreatywną księgowość ministra finansów są solidne podstawy twierdzić, że dupnie i u nas. Wtedy ceny polecą ale też wartość złotego – bo walutę mamy własną.
Co do „doradców”, to słusznie gadasz, dobrze że ich olałeś. W necie też masa artykułów w tym temacie jest sponsorowana przez developerów i rynki finansowe. Dobrze mieć choć 20-30% wkładu. Poza tym tak właśnie wszyscy mówią – brać na dłuższy okres. Mniejsza rata. Oszczędzać/inwestować i spłacić wcześniej. To jest bardzo dobra praktyka tylko trudna w naszych realiach.
A realia są takie, że ceny nieruchomości w Berlinie czy Wiedniu są niższe niż w Warszawie. I to nie względem zarobków, tylko w wartościach bezwzględnych. Do tego jakość wykonania i standard tam lepszy.
Ceny tak poszły do góry właśnie przez kredyty dawane lekką ręką nawet na 120% wartości nieruchomości, na 50 lat i bez żadnych zabezpieczeń. Poza tym przez napływ spekulantów zza granicy i też dlatego że NIE zbudowano dużej ilości mieszkań, czyli popyt sztucznie wygenerowany napływem gotówki z kredytów nie miał pokrycia w podaży mieszkań. To podstawowe prawo rynku. Tam gdzie popyt przewyższa podaż cena rośnie. Niestety niewiele mi daje zrozumienie tych mechanizmów.
Kiedy dodatkowo zaczniemy porównywać zarobki, to już w ogóle nie ma o czym mówić.
Średnia krajowa pensja np. Niemca w 2009 roku w przeliczeniu na złotówki 14300 zł, Polaka 3400 zł.
Opcja mieszkania na swoim w Polsce jest jedna: zesraj-się-a-nie-daj-się.
W każdym razie powodzenia w szukaniu korzystnego finansowania i niedrogiej nieruchomości.
matipl
1 wrz, 2010
@Petter: nie odradzam niczego, proszę natomiast o pomyślunek i spojrzenie na sytuację z możliwie każdej strony.
Bo wiele osób pakuje się w kredyt, jest w siódmym niebie. Niby będzie w końcu na swoim…
A tu bankowe, a tu nie ma mebli, a tu brak kuchenki, a tu czynsz, a tu stopy procentowe w górę.
I robi się problem.
Nie mówiąc o kredycie na 30 lat. Czyli gdybym teraz wziął, to tuż przed emeryturą bym go skończył spłacać.
A pamiętaj, że nasze pokolenie musi dodatkowo odłożyć na tą emeryturę bo nic od Państwa nie dostaniemy. Na bank.
kmin
1 wrz, 2010
@matipl
Kurcze dodałem długi komentarz i go nie widać, a jak próbuję dodać 2gi raz to mam komunikat że duplikat.
W temacie jeszcze dodam, że nie ma u nas przykładów, z otaczającego nas środowiska, ludzi którzy spłacają hipotekę do starości.
To by odstraszało. Każdy widzi jak się żyje starym ludziom. To wyobraźcie sobie teraz że taki dziadek ~60 lat co to ledwo wiąże koniec z końcem. Prace ma cienką albo w ogóle nie ma. Leki drogie, zdrowie już nie te. Zawód, który wykonywał dawno nieaktualny, etc… i teraz on jeszcze musi zapłacić ratę wielokrotnie do tego czasu podniesioną, rewaloryzowaną itp.
Jak to niby ma działać? Ile znacie takich osób? Pewno niewiele. No tak, bo kiedy one były młode to nie było kredytów hipotecznych i w ogóle jak mówi Kononowicz „nie było niczego”.
W każdym razie mam na tyle wyobraźni, aby widzieć, że to będzie ostra jazda jak pokolenie, które teraz beztrosko wzięło kredyty się zestarzeje. I nie chcę się znaleźć pośród osób, które wtedy wylądują w przytułkach albo będą musiały kątem mieszkać u dzieci.
Żeby nie było teraz zarabiam bardzo dobrze (jak na polskie płace) ale nie zamierzam się oszukiwać, że do starości tak będzie.
matipl
1 wrz, 2010
@kmin: Nie wiem dlaczego, ale algorytm oznaczył go jako spam. Już go widać.
matipl
1 wrz, 2010
@kmin: dokładnie. Polski rynek hipoteki jest bardzo młody, przez co ludzie z mniejszą wyobraźnią nie widzą zagrożeń jakie się pojawią za 10-20 lat.
Petter
1 wrz, 2010
Kmin, dobrze prawisz, przyjemnie aż się te długie posty czyta. Mamy te same poglądy. Ja sobie wszystko przeanalizowałem i poobliczałem. Mam już plan w miarę wykrystalizowany. Na pewno nie biorę kredytu na 30 lat nawet z opcją oszczędzania w funduszu. Oglądałem niedawno plan spłaty takiego 30 letniego kredytu. Wszystko pomyślane oczywiście pod bank. Przez pierwszy rok spłacasz 10 tys odsetek i… 1700zł kapitału. I takie ździerstwo przez pierwsze 10 lat, potem oczywiście coraz więcej kapitału a coraz mniejsza kwota odsetek. Ale mnóstwo ludzi mówi – weź na 30 lat, przyoszczędzisz – spłacisz. Tylko co? Po 15 latach jak coś sensownego zaoszczędzę i do nich przyjdę to mi powiedzą że np. z kredytu 150 tys mam do spłaty 120 tys plus prowizja. I tak na dobrą sprawę opłaci się wtedy tylko… spłacić ten kredyt do końca, bo te 120 tys będą praktycznie promilowo oprocentowane. Dlatego kredyt będzie 10 lub 15 letni. Zależy od wsparcia kilku osób i wyliczenia tego wszystkiego. Wziąłbym 10 letni na „bank” ale dodatkowo spłacany kredyt studencki robi swoje…
PS poraża brak pomocy ze strony banków. Jak sam się nie dowiesz to nie licz na nich. Ja teraz z nimi rozmawiam na zasadzie proszę to i to i dziękuję, bez propagandy i wciskania mi kitu.
matipl
2 wrz, 2010
@Petter: jeśli możesz na bieżąco relacjonuj nam Twoje wybory. Na pewno pomoże to nie jednej osobie.
Co do banków, najlepiej samemu się dokształcić w Internecie i pójść z konkretami. Niestety dla nich tylko liczy się zysk, bo za kilka lat jak będzie miał człek problem ze spłatą jego pewnie już nie będzie w tym banku.
nrafal
20 wrz, 2010
Jedna uwaga z doświadczenia rodziców, którzy wzięli kredyt hipoteczny – rzadko kto spłaca go te 30 lat. Do tego dochodzi refinansowanie, negocjacja marż w trakcie – tak więc koszt może być niższy
Rodzice narzeczonej spłacili kredyt w przeciągu kilkunastu lat, choć mieli na 30. Oczywiście, nigdy nie wiesz co się stanie (może się ubezpieczyć?), ale równie dobrze może Ci się powodzić coraz lepiej i uda Ci się spłacić dużo wcześniej.
Dodatkowo pomyśl o mieszkaniu jako o inwestycji nie tylko dla siebie, ale także w przyszłości dla dzieci. Mam taki komfort, że dzięki temu, że kiedyś rodzice pomyśleli o przyszłości, ja mogę się wprowadzić do mieszkania.
Jeśli ja miałbym brać kredyt, to nie brałbym go sam – korzystałbym z usług doradcy, czy to w banku, czy innej agencji kredytowej. Nie dość, że pomoże Ci w formalnościach, to też w przyszłości ułatwi Ci obsługę Twojego kredytu.
Petter
21 wrz, 2010
Tak, doradca będzie śledził przez 30 lat spłatę mojego kredytu
Poza tym już tu chyba było wyjaśnione że kredyt na 30 lat spłaca się w ten sposób że przez pierwsze lata leci 80% odsetek a potem coraz więcej kapitału. Więc po 15 latach mogli go sobie spłacić, bo bank swoje już im „skroił”.
Różnice co prawda niewielkie, ale wolę wszystko sam załatwić w oddziale niż liczyć na kogoś.
U mnie się to tak potoczyło – byłem i w bankach, o czym tu pisałem i u doradcy. Generalnie teraz jest tak że wchodzisz na sronki danego banku, wypełniasz dane i co chcesz i oni sami dzwonią. Albo dzwonisz i mówisz co i jak i pracownik banku przez telefon od razu udziela informacji czy kredyt dostaniesz i na jakich warunkach. Jeden dzień i masz dane ze wszystkich banków które Cie interesują. Mi doradca w tym pomógł że podsunął mi jedną furtkę z której jeśli skorzystam to dostanę dobry kredyt bez problemów. I tyle. Ofertę przedstawił mi niezłą, nie powiem ale sam po 2 dniach znalazłem jeszcze lepszą
A tak w ogóle to na razie wszystko jest w zawieszeniu bo… być może przeprowadzę się za inną pracą do innego miasta. Nie jestem jeszcze żonaty, mam więc większą swobodę i teraz w ogóle się zastanawiam czy w obecnej sytuacji i na tym etapie życia w ogóle pchać się w coś takiego jak kupno mieszkania… Pzdr.
matipl
21 wrz, 2010
@Petter: Twoja decyzja. Ale musisz pamiętać, że później będzie Ci przez X lat wisieć na karku kredyt CO MIESIĄC.
Popytaj się ludzi, którzy spłacają…Nie jest tak wesoło.
Nie mówiąc, jak bank się czepi że zmieniła Ci się sytuacja materialna.
Poza tym jeśli nie musisz, i nie widzisz w tym interesu niezłego to nie ma co czasu tracić.
Druga sprawa rynek polski jest przewartościowany, przez dotację rządu. Myślą o jej wycofaniu, pytanie co na to lobby, może wtedy poprawi się sytuacja co do realności cen mieszkań.
AA
29 wrz, 2010
A ja napiszę ci z własnego doświadczenia. Kupiliśmy 10 lat temu działkę. Za psi pieniądz. Potem tam się wybudowaliśmy systemem gospodarczym. Następnie to sprzedaliśmy i kupiliśmy kolejną działkę, na której zaczynamy budowę.
Inwestuj, inwestuj, ucz się i zarabiaj. A kredytu nie bierz.
skimer
25 lis, 2010
Po tym co wypisujecie, to najlepiej siedzieć u mamusi i biadolić, na kupie z dziećmi, ale niestety kto nie ryzykuje ten niema.
kmin
25 lis, 2010
Ryzyko warto podjąć wtedy gdy jest jakaś szansa na zysk.
Instrument kredytu sam w sobie jest OK. Kwestia ile płacisz i co za to dostajesz.
Zestwaw sobie średnią cenę metra mieszkania w Polsce ze średnimi zarobkami i pomyśl, to wystarczy.
Po Euro 2012 będzie w Polsce kolejne tąpnięcie gospodarcze (być może nałoży się na światowe co spotęguje negatywny efekt).
Ceny mieszkań aktualnie napompowane jak baranie jądra tego nie wytrzymają.
sknerus
12 gru, 2010
kupno mieszkania czy wynajem,
każdy ma prawo wyboru
czynsz w wysokości 1,5 miesięcznie?
nie słyszałem
kredyt na 30lat?
dlaczego nie?
jeśli odkładasz pieniądze,
inwestujesz je w siebie – naukę, pracę
dywersyfikujesz inwestycje
kto wie czy za 10 lat nie spłacisz całości?
napinanie się, że trzeba oddać 120% nie ma sensu
wystarczy pomyśleć!
ile chciałbyś odzyskać
pożyczając komuś 10k na 30lat?
czy na pewno 12k by ci wystarczyło???
a może to zajebiście mało i tanio?
kmin
12 gru, 2010
120% po 30 latach? Pokaż mi gdzie dają taki kredyt to dziś tam pójdę albo jutro z samego rana i go wezmę.
Chodzi raczej o to, że trzeba oddać ~200%. 30-letni kredyt na 6% tak wychodzi (marża banku + WIBOR, podatek od czynności cywilno-prawnej, kasa dla notariusza i parę innych pomniejszych opłat).
Zresztą napinanie się jest raczej nie o warunki kredytowania, a o ceny nieruchomości, które są mega-totalnie-za-wysokie, oderwane od rzeczywistości i na pewno nie na kieszeń polskiego obywatela (a mowa przecież o cenach w Polsce).
Spłacić w 10 lat? Byle mieszkanie w Warszawie nieduże (dla rodziny planującej dzieci wręcz b.małe), to koszt co najmniej pół miliona. Trzeba by spłacać ponad 5.5 tys miesięcznie, żeby to spłacić w 10 lat. Jasne można, nigdzie nie wyjeżdżać, nie wychodzić z domu, nic nie kupować, nie mieć dzieci, ubierać się w 2nd-handach, jeść absolutne minimum i tylko praca-dom-praca-dom, a to i tak przy założeniu, że spłaca się w 2 osoby i obie mają sporo powyżej średniej krajowej. To nawet wegetacja nie jest, a co dopiero „życie”.
sknerus
12 gru, 2010
o tym samym piszę,
pożyczasz mi 10k,
oddaję ci 22k w ciągu 30lat,
fajnie?
pół miliona za mieszkanie dla rodziny w Warszawie?
żart lub populizm, sam nie wiem co tobą kieruje w tej chwili
znam wielu pracowników banków i doradców,
średnia kwota kredytu w Warszawie to 300k
ceny do 7000PLN jak najbardziej aktualne.
Tanio prawda?
Nie wystarczy opierać się na ofertach w internecie
i powtarzać tego co piszą publicyści.
Można wyjść z domu i pogadać ze sprzedającymi.
Na rynku jest naprawdę dobrze!
Zaufaj
PS. Statystyki nie oszukasz i pewna cześć kredytów
na pewno się wysypie, bo ludzie się rozchorują lub
stracą pracę. Taka jest kolej losu.
A reszta… Zapewne sobie poradzi.
kmin
13 gru, 2010
Nie wiem jakie wg Ciebie jest „mieszkanie dla rodziny” ale nawet przy tych 7k/m2, co jest wartością dość optymistyczną (*), to wychodzi 71 m2 właśnie za pół miliona. To, że ludzie są zmuszeni gniezdzic się nawet w mniejszych klitkach z rodziną, to jest właśnie chory rynek. Tak samo jak bardzo niezdrowa jest sytuacja gdy metr mieszkania kosztuje prawie 3 srednie krajowe netto.
W normalnych krajach za średnią krajową można kupić średnio ponad 2m kwadratowe (w najgorszym razie 1 z hakiem, a najlepszym nawet ponad 6m kwadratowych – USA).
Mała klita ~43m za 300k, dla rodziny? Proszę cię. To może jest dobre dla pary, która zaczyna start w dorosłe życie i powinno być spłacalne w 5, absolutnie max 10 lat zanim para zdecyduje się na posiadanie dzieci i weźmie kolejny kredyt na coś większego. Żeby to jeszcze była sytuacja kompromisowa (czyt. tanio) dla ubogiej rodziny małe mieszkanko – ciasne ale własne. Ale te 43m jest nieosiągalne dla małozamożnych, ci bardziej zamożni (klasa średnia) musi przez praktycznie całe swoje swoje życie spalać ~połowę swojego budżetu na ratę za szufladę hucznie nazywaną apartamentem z aneksem kuchennym.
Rozumiem mechanizm. Przywykliśmy do dziadowania w tym kraju i ludziom się wydaje, że tak wygląda normalne życie. Jednak to jest bardzo przykre, bo wcale nie musi tak być (ale to zupełnie inna historia).
(*) – za 7k można kupić coś na totalnym zadupiu lub w kompletnie surowym stanie (aka deweloperskim) lub do zupłnego remontu. Wszystkie te sytuacje wiążą się z b.dużymi kolejnymi wydatkami, a co miesiąc ratka czycha. Mam na myśli to, że rozpatrujmy łączny koszt posiadania mieszkania, w którym można już normalnie żyć (ale bez na tym etapie jeszcze bez uwzględniania czynszu, opłat liczniokowych itd).
Reasumując. W Polsce ceny mieszkań są absurdalnie wysokie. Działa to na niekorzyść kraju (niski przyrost naturalny) jak i każdego obywatela z osobna (niski poziom zadowolenia z niewolniczego trybu życia).
Kredyt sam w sobie to normalne narzędzie finansowe dla rozważnych i nie mam nic przeciwko niemu.
matipl
13 gru, 2010
@kmin: dokładnie, rynek jest chory. Prawie był przełom, ale rząd wprowadził „Rodzinę na swoim” i nadal mamy balonik.
Nadal uważam, że o kredycie hip., mieszkaniu czy domu powinniśmy wiązać się po 30 roku życia.
sknerus
13 gru, 2010
moi drodzy,
ja wychowałem się w mieszkaniu 36m2,
rodzice w jednym pokoju, ja w drugim z siostrą
finansowo? klasa średnia z minusem
czy to było nienormalne?
może teraz tak to wygląda, nie wiem
ale
ja sobie radzę, radzą sobie też moi znajomi,
nikt nie dziaduje i nie narzeka.
czy powinno być inaczej?
pewnie w wielu aspektach tak,
ale rozmawiamy o finansach osób fizycznych,
a te w Polsce są poukładane całkiem fajnie.
kredyt za drogi, mieszkania za drogie
to co?
centralne planowanie
i ustalenie maksymalnej ceny metra?
a może ograniczenie dostępności do kredytów,
bo przecież ceny rosną, a jest za drogo
jest popyt, jest podaż
podstawowe prawo biznesu
matipl
14 gru, 2010
@sknerus: ja właśnie bym to polskie centralne sterowanie zmienił, np. rodzina na swoim, która zamiast szkodzi rynkowi
A centralnie to przyłożył się do robienia wszystkiego pod nowe potomstwo bo na razie jest strasznie, i rząd za 2-3 zmiany się przewróci jak zobaczy ile kasy im będzie wypływać zamiast przypływać.
kmin
14 gru, 2010
@sknerus
W Polsce 36m na 4-osobową rodzinę mogło być normą jeszcze ze ~20 lat temu ze względu na naszą historię: zniszczenia po wojnie i przydziały z kwaterunku, „przyjaźń sowietów”, lata PRLu, etc… Zwróć uwagę na słowo „norma” ale czy to jest normalne, to już sam sobie najlepiej odpowiesz. Jeszcze z punktu widzenia dziecka świat wygląda prosto ale z jakimi trudnościami musieli zmagać się twoi rodzice. Co nie zmienia faktu, że zapewne byliście szczęśliwą rodziną. Jednak taka sytuacja już by nie musiała być „normalna” gdyby ten kraj został uwolniony od głupoty rządzących nim od ponad 20-lat kretynów.
„kredyt za drogi, mieszkania za drogie to co?
centralne planowanie (…)”
Wręcz przeciwnie – uwolnienie rynku (nie tylko mieszkaniowego), który wcale wolny nie jest, decentralizacja władzy, diametralne zmniejszenie obciążeń podatkowych i kosztów pracy, brak programów pomocowych i gwarancji kredytowych dla banków z budżetu państwa, brak sztucznie zawyżających ceny programów typu „deweloper na swoim”, uproszczenie przepisów dotyczących najmu, zniesienie obowiązku meldunkowego, długo można by wymieniać.
Jeśli już coś mogłoby być odgórnie sterowane, aby chronić lokalny rynek, to zakupy nieruchomości przez obcokrajowców na terenie Polski. To by zapobiegło spekulacyjnym wzrostem cen (np. takiemu jak był po wejściu do Unii). Aby kupić nieruchomość na terenie Polski trzebaby być jej obywatelem, proste. Albo starczyłby np. 100% podatek od zakupu nieruchomości przez nie-obywatela Polski. Chcą tu inwestować? To niech dzierżawią / wynajmują (a chcieliby inwestować, gdyby zrobić to co powyżej napisałem, oj chcieliby…).
Ale jest tak, że rząd dopłaci do biznesu zagranicznego koncernu z zabranych od polskich obywateli i przedsiębiorców podatków i gdzie tu uczciwa konkurencja? Za to obywatelowi dojebie się i utrudni tylko – jeden z lepszych przykładów to +60% podatków przy sprowadzaniu auta do Polski. A przecież w Polsce nie istnieje lokalny rynek produkcji aut, więc niczego się nie chroni.
Podsumowując, przez te lata od transformacji systemowej dużo się zmieniło na plus. Ale to się zmieniało nie dzięki temu co robiła władza ale wbrew temu jak władza utrudniała. Na lepsze się zmieniało dzięki działaniom obywateli – głównie małych i średnich przedsiębiorców. Gdyby nie to, że właśnie u nas nie ma wolnego rynku, za to jest masa złego prawa, źle działające sądy, skomplikowany i bardzo obciążający system podatkowy, wymagana kupa bezsensownych regulacji i koncesji, to teraz zarówno mieszkania by były tańsze jak i zarobki Polaków lepsze i nikt by nie twierdził (a już na pewno nie ktoś zaliczający siebie do klasy średniej), że 36-metrowe mieszkanie dla 4-osobowej rodziny jest OKej.
No ale jest jak jest więc można wziąć kredyt na 30 lat i kupić ~40-metrowe mieszkanie, a później przez całe życie się w nim gnieździć żyjąc nadzieją, że się je szybciej spłaci przy racie sięgającej połowy budżetu domowego (?!), jednocześnie odmawiając sobie większości przyjemności, na które stać bez problemu przeciętnego obywatela zarabiającego choćby średnią krajową praktycznie wszędzie na zachód od nas – patrz np. Niemcy (średnia krajowa ~14300 zł w przeliczeniu, mieszkania w Berlinie tańsze niż w Warszawie). A u nas powdyżka VATu (na mieszkania też) i tylko zesraj się, a nie daj się: http://demotywatory.pl/430754/Kredyt-mieszkaniowy
kmin
16 gru, 2010
Prawie jak w Tokio… tylko gdzie Rzym, a gdzie Krym?
http://finanse.wp.pl/gid,12948058,galeria.html?Tpage=2&ticaid=1b6e2&_ticrsn=3
THIS IS MADNESS!!!
Michał
15 mar, 2011
@Mati, taka drobna uwaga: gdyby czynsz za mieszkanie wynosił 1-1,5k tak jak piszesz, wtedy nie wynająłbyś mieszkania za 800 zł (no chyba że 800 to samo komorne, a lokator dodatkowo pokrywa czynsz i opłaty) bo właściciel byłby w plecy.
matipl
15 mar, 2011
@michał: wszystko zależy od kontekstu, czyli konkretnej oferty kupna i wynajmu.
Pisałem o czynszu do 1k zł, który jesteś w stanie spotkać na rynku. Może bardziej logiczne byłoby pokazanie na konkretnej ofercie, ale wniosek i tak byłby ten sam.
norbert
15 sie, 2011
Kupiłem mieszkanie, koszt trochę ponad 300tys. Miesięcznie płacę raty ok 1500, czynszu i rachunków nie liczę, bo w wynajmowanym też musiałbym płacić. Teraz gdybym chciał wynająć mieszkanie takie jak mam musiałbym zapłacić ponad 2tys / mies. To jest cena za samo mieszkanie + rachunki do tego. Nie podoba mi się, to w każdej chwili sprzedaję. Jeśli dalej tak będziesz myślał, to powodzenia w życiu. Ciekaw jestem, czy się kiedykolwiek czegoś dorobisz tymi oszczędnościami.
matipl
16 sie, 2011
@norbert: ja mogę zrezygnować z najmu w 5 minut, a Ty? Tak szybko nie znajdziesz klienta, tym bardziej jeśli obok nadal budują nowe mieszkania. Ja do pracy mam chwilę, dzięki możliwości dopasowania najmu pod konkretnego klienta/pracodawcę. Jeśli dostawę świetną ofertę z drugiego końca kraju mogę się szybko przeprowadzić.
Dodatkowo w cenę mieszkania musisz wliczyć urządzenie, wykończenie itp.
norbert
16 sie, 2011
1. Mieszkanie spłacam kilka lat, cena poszła w górę o ponad 100tys. Nawet jeśli będę musiał czekać, zanim kogoś znajdę to i tak się opłaca, bo na tym zarobię.
2. Robię sobie co chcę z tym mieszkaniem, urządzam jak chcę.
3. Jeśli zaszła by taka potrzeba, że będę musiał się gdzieś przeprowadzić (co jest teraz bardzo prawdopodobne) to mieszkanie wynajmuję i jeszcze na tym zarabiam. Tak jak pisałem wcześniej rata to ok 1500, a gdybym wynajął to dostał bym min 2500. Jedyna wada, to że lokatorzy mogą je zniszczyć, ale i tak finansowo będę na plusie.
4. Najważniejsze: nigdy nikt mi nie powie, że nie mogę zrobić czegoś tam w mieszkaniu. Robię sobie co tylko chcę!
Mieszkałem wiele lat w wynajmowanych mieszkaniach i naprawdę w ogóle nie tęsknię za tamtymi czasami.
matipl
16 sie, 2011
@norbert: Nie cierpię takich odbijanych dyskusji. Ale jeśli tak lubisz, odpowiedzi:
1. Skąd wiesz, że cena poszła w górę? Ktoś Ci tyle oferował, sprawdzałeś ceny na rynku wtórnym?
2. Najemcy również przeprowadzają remonty itp. Znam wiele takich osób, którym „forma posiadania” nie przeszkadza w zrobieniu tego pod siebie na te kilka lat.
3. Jestem ciekaw co to za lokalizacja, powierzchnia i standard, że dostałbyś minimum 2.5k zł – ja bym tyle nie dał.
Poza tym wynajmując należy nie tylko pamiętać o dodatkowych kosztach jak remonty, wymiany sprzętu AGD (chociażby pralka) ale również o tym że powinno się liczyć że max. 10 m-c w roku mieszkanie zarabia na siebie.
A nie daj, jeśli trafisz na prawdziwych brudasów, lub nie płacących…
4. Jak wspomniałem w 2., wielu wynajmujących robi co tylko chce, chociaż w tym wypadku nie zawsze jest to opłacalne (ale można dogadać się z właścicielem za podniesienie standardu).
Każdy lubi to co lubi. Mi to bez różnicy kogo jest mieszkanie, w którym obecnie jestem. I tak najczęściej są to małe klitki nie do życia – nie ma jak dom, i wtedy od biedy można wejść w układ z bankiem, że kiedyś mi ten do odda na własność…
dreameen
19 sie, 2011
Dużo tu malkontentów, którzy woleliby siedzieć do 40-tki u rodziców i oszczędzać mając nadzieje że tzw. bańka mieszkaniowa wtedy akurat pęknie i kupią mieszkanie za „grosze”.
Niestety rzeczywistość wygląda inaczej, a na mieszkania wciąż jest popyt. Nie wspominając o tym że nie zdarza się aby mieszkania jakoś drastycznie szły w dól, tylko raczej w górę, min. dlatego jest to dobra inwestycja w przyszłość.
Jeśli chodzi o wymarzoną zagranicę to niestety sytuacja w takim np. Londynie wygląda tak, że zwykłego, średnio zarabiającego śmiertelnika stać najwyżej na kupno garażu;) Tam jest normalką że „młodzież” po 30-tce mieszka jeszcze z rodzicami, ich po prostu nie stać na kredyt, ceny mieszkań są tak wywindowane, że nasze przy ich się kryją. U nas jest na razie troszeczkę lepiej, ludzie między 20-30 rokiem życia mogą chociaż realnie pomyśleć o swoim własnym kącie:)
Wynajmowanie mieszkania mija się z sensem, w moim przypadku zapłaciłbym tyle samo co za miesięczną ratę a i tak wiedziałbym że jakkolwiek sobie go nie urządzę, nie jest to moja własność…
kmin
19 sie, 2011
@norbert
Jak wynajmujesz to czynsz zazwyczaj jest wliczony w cenę najmu więc nie ściemniaj. Wynajmuję 60m w centrum Warszawy za 2 tys/mies. Dopłacam tylko za prąd i internet. W kwocie wynajmu jest już ogrzewanie, woda, wywóz śmieci oraz czynsz administracyjny.
Mieszkanie jest ładnie zrobione, umeblowane, kuchnia zabudowana, pralka, zmywarka, lodówka, etc. Do niczego nie musiałem dopłacać ani grosza, a to przecież są duże koszta, po zakupie własnego.
Gdy była wymiana pionów kanalizacyjnych w budynku i robotnicy rozpruli łazienkę, to właściciel przysłał fachowca, który wszystko naprawił po robotach. Położył kafelki, nowy kibelek etc… I jeszcze przeprosił za niedogodności oraz opuścił połowę czynszu za ten miesiąc, w którym odbywały się prace. Mało tego – ja w tym czasie, gdy fachowiec od właściciela robił łazienkę byłem za granicą na urlopie, więc w ogóle nie musiałem się o nic martwić.
Tak samo gdy zepsuła się pralka, przyszedł fachowiec i naprawił, a dla mnie koszt = 0.
Nie wiem w czym to jest gorsze od kupienia mieszkania za ciężkie pieniądze, zazwyczaj w gorszej lokalizacji, na wieloletni kredyt, a potem wkładanie w niego kupę kasy i każdej wolnej chwili wliczając w to często urlopy, aby je samemu wykończyć lub użerać się z ekipami remontowymi patrząc im na ręce czy nie odwalają fuszerki.
Nie wiem też kiedy kupowałeś mieszkanie ale przez „ostatnie kilka lat” to ceny nieruchomości spadły, a nie wzrosły. Oczywiście zależy ile dokładnie to jest kilka. Nie prawdą jest też, że ceny nieruchomości zawsze rosną. Sprawdź chociażby rynek nieruchomości w USA po 2008, w Hiszpanii w latach 2009-2010 albo teraz w Grecji. Dodatkowo często, to nie ceny rosną, tylko wartość pieniądza spada ale to już temat do osobnej dyskusji.
Można sobie odbijać tak piłeczkę ale trzymajmy się faktów. U nas ceny są nadal nadmuchane i one spadną wraz z szybko zbliżającym się kryzysem polskich finansów publicznych. Jedynie co, to trzeba mądrze ulokować na ten okres oszczędności, bo złoty też poleci na łeb.
@dreameen
Przecież w komentowanym artykule jak i samych komentarzach mówimy o porównaniu wynajmu do kredytu. Skąd w takim razie, pytam się, wzięło ci się to mieszkanie do 40ki u rodziców?
Sprawdzałem też jakiś czas temu ceny nieruchomości w UK i coś kręcisz. Owszem w Londynie są o jakieś 50% droższe niż w Warszawie ale to w wartościach bezwzględnych. Gdy się zestawi z 5x wyższymi zarobkami, to widać jak na dłoni komu łatwiej kupić nieruchomość. Mało tego, np. w Berlinie czy Wiedniu mieszkania są tańsze niż w Warszawie (w wartościach bezwzględnych!) oraz mają lepszy standard wykończenia, żeby nie wspomnieć, że nowe mieszkania u nas w ogóle często nie są wykończone.
Popyt jest powiadasz? Ja widzę banery ‘sprzedam’ wywieszone na wielu mieszkaniach już po kilka lat i jakoś popyt im nie pomaga się sprzedać. Może jednak ceny nadal są zbytnio zawyżone, hm?
kmin
19 sie, 2011
PS. Właśnie policzyłem, że gdybym kupił mieszkanie które teraz wynajmuję za 500 tys w kredycie 6% na 30 lat, to rata by wyniosła 3tys/mies (cena oraz oprocentowanie szacowane w podejściu dość optymistycznym).
Czynsz administracyjny (około 600 zł) bym musiał sam pokrywać oraz wszelkie naprawy/wymiany/remonty. Stąd już blisko do 4tys/mies, a więc 2x tyle co płacę teraz.
Co kto lubi ale liczby nie kłamią i wyraźnie pokazują, że trzeba być nie lada jeleniem, aby się zdecydować na zakup przy takich warunkach cenowych.
dreameen
19 sie, 2011
Hmm, wszystko zależy od perspektywy jaką ktoś woli przyjąć. Dla mnie np. jest nie do przyjęcia model tzw. „zachodni”, gdzie większość ludzi tak jak mówisz woli wynajmować mieszkanie do końca życia czekając na…no właśnie na co? Bo tego że u nas będzie taki kryzys że mieszkania polecą w dół na łeb na szyję, jak w takim USA, to niestety nikt nie może przewidzieć, chyba że jest wróżką.
Zauważcie zachowanie rynku polskiego w czasach tzw. kryzysu na całym świecie. Polska się trzymała i nadal trzyma zadziwiająco dobrze, była nawet nazywana „zieloną wyspą”, przykładem dla innych państw radzących sobie z kryzysem. Banki polskie cechują się wyjątkowo rygorystycznymi regułami jeśli chodzi o pożyczanie takich kwot, dlatego wątpię aby nastąpił krach. Ja nie mówię że taki kryzys może nas nie dotknąć, tego nie wiedzą nawet najstarsi górale;)
Z perspektywy mojej aktualnej sytuacji życiowej i finansowej, jest to dla mnie dobry moment na zakup swojego lokum. W regionie w którym mieszkam, tak się składa, że interesujące mnie mieszkania są co roku o około 10tyś. droższe.
Co do zagranicy to większość ludzi może o takich tylko pomarzyć i wiem bo widziałem życie anglików codziennie oraz problemy z którymi się borykali. Owszem była garstka, wysoko wykształconych szczęściarzy po kursach za kilkanaście tysięcy złotych których stać było na więcej, ale to w każdym kraju jest raczej margines niż tzw. standard.
Ciekawa dyskusja się wywinęła i mniemam, iż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytanie: kupować czy nie kupować. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji danego człowieka…
kmin
19 sie, 2011
Pewnie, że wiele zależy od indywidualnej sytuacji i po prostu od decyzji. Teraz na przykład jest dobrze wziąć kredyt w CHF jeśli już chce się kupić nieruchomość. Spadek kursu franka w perspektywie długofalowej powinien w dużej mierze zamortyzować przewartościowane ceny polskich nieruchomości.
Co do wróżenia kryzysu, to nie jest kwestia czy on nastąpi, tylko kiedy nastąpi. Starczy popatrzeć na licznik długu publicznego, ciągły wzrost zatrudnienia w administracji publicznej, starzenie się społeczeństwa, odpływ młodych ludzi na emigrację, nieustający wzrost podatków i inflacji, postępujące skomplikowanie systemu podatkowego oraz ogólne prze-regulowanie gospodarki.
To nie będzie kryzys „bankowy” czy na rynku nieruchomości. Będzie jak w Grecji tylko gorzej, bo nas Niemcy ani Francja za uszy wyciągać nie będzie, aby ratować swoją walutę i swoje banki.
Było już o tym powyżej w komentarzach ale jeszcze raz o cenach nieruchomości w Polsce w kontekście kryzysu. Ceny u nas prawie nie spadły, gdyż dokładnie na szczycie górki cenowej, zaraz przed światowym załamaniem gospodarczym, wprowadzono w Polsce program „Rodzina na swoim”, który zamroził ceny. Program ten był(jest) dobry dla banków i deweloperów ale kupujący nadal muszą przepłacać.
Jestem wysokowykształconym szczęściarzem, jednak nie bardzo mogę sobie pozwolić na solidny standard do założenia rodziny. Tzn. mogę albo kupić dużo mniejsze niż bym potrzebował albo na jakimś zadupiu i tracić życie na dojazdy, a i to wszystko przy założeniu, że jeszcze pójdzie masa kasy na urządzenie się oraz kredyt będzie na dłuuugo. Ewentualnie jeszcze mogę kupić to co chcę i gdzie chcę i żyć przez 40 lat na zasadzie „zesraj się, a nie daj się” z ratą tak wysoką, że już po paru latach to życie całkiem mi obrzydnie – tak zresztą robi bardzo wielu rodaków, czego osobiście nie potrafię zrozumieć.
Po prostu u nas nakład pracy, czasu i pieniędzy w temacie zakupu mieszkania jest zdecydowanie niewspółmierny do tego co się w zamian dostaje (standard, powierzchnia, lokalizacja).
Zauważ, że u nas nie ma pokolenia, które przeżyło całe życie do powiedzmy 60-70 roku życia z kredytem. Także nie mamy negatywnych przykładów w naszym otoczeniu, które by nas odstraszały od brania zbyt dużych kredytów na zbyt długi okres czasu. Zobacz jak trudno jest dostać pracę np. osobie po 50-ce, a nawet jeśli dostanie to z jaką pensją i pomyśl, że kredyt masz spłacać do np. 60, czy 70 roku życia. Podstawówka z zakresu logicznego myślenia i matematyki pokazuje, że coś tu jest nie teges. A jednak ludzie np. w wieku 30 lat biorą kredyty z dużą ratą na 40 lat (znam takich co wzięli nawet na 50). Gdzie w tym jest sens?
Jednoznaczna odpowiedź chyba może być taka: kupować ale z rozsądkiem i na korzystnych warunkach
dreameen
20 sie, 2011
PS. Odpisze jutro ale mądrze prawisz i nie widzę tu trollowania:D
adamskisitee
19 wrz, 2011
witam mam 30 lat ,bardzo ciekawie tu prawicie a ja wlasnie sie zastanawiam nad wzieciem kredytu mieszkaniowego na okres 20-30 lat i caly czas mam dylemat ……….wziasc lub nie ….
kmin
19 wrz, 2011
Policz wszystko.
Ile wyniesie Ciebie faktyczna rata uwzględniwszy marże banku oraz WIBOR/LIBOR zależnie od tego PLN czy waluta. Uwzględnij jakiś margines wahania kursu waluty i/lub zmiany stóp procentowych na danej walucie (PLN też to ostatnie dotyczy).
Potem sobie zestaw tą ratę oraz wszystkie koszty stałe z zarobkami. W koszta stałe poza takimi oczywistościami jak czynsz, media, rachunki itp warto wliczyć wszelkie rzeczy, z których przywykło się korzystać i nie zamierza rezygnować: jedzenie, ubrania, lekarze, leki, wyjazdy, prezenty dla najbliższych, kosmetyki, kino, hobby, sport, etc…
Najlepiej szacować w skali roku – może być „na oko”, tam gdzie nie jest się pewnym.
Do tego koszt wykończenia i umeblowania zakupionego lokum.
Ewentualnie pomyśleć z czego możesz zrezygnować ale trzeba pamiętać, że to jest szacowanie praktycznie na całe życie!
Nie polecam też zakładać zbyt optymistycznie jak często sugerują z bożej łaski „doradcy finansowi”, że zarobki przez cały okres życia zawodowego będą rosnąć (patrz: szukanie pracy po 50-ce).
Generalnie jak ci po takiej symulacji na sucho i bez emocji wyjdzie, że stać cię na ratę, a ciśnienie jest na własne lokum, to bierz kredyt. Tylko dobry wybierz, żeby cię nie zwałowali. Banki to mistrzowie nabijania klientów w butelkę. Skonsultuj umowę z zaufanym prawnikiem, który rozumie te bankowe kruczki.
Nie zapomnij tylko, że życie z dnia na dzień to nie wszystko. Na starość też trzeba coś odłożyć, bo ZUS to wiadomo (cytując klasyka „nie będzie niczego”). No i jeśli w przeciągu tych 20-30 lat planujesz zakładać rodzinę, to też będzie koszt, a więc w pojęciu „stać na ratę” trzeba to uwzględnić.
Najlepiej dysponować jakimś sensownym wkładem własnym, to znacznie zmniejsza ratę z tytułu niższych odsetek. A na dziś dobrze wziąć kredyt w walucie, bo kursy są wysokie (ale właśnie dokładnie dlatego banki niechętnie teraz dają w walutach).
matipl
20 wrz, 2011
@adamskisitee: ja dodam – weź na najkrótszy okres jaki możesz. Dwa powody:
1. skończysz spłacać w wieku 60 lat, w 2041 roku (nie mówiąc że będzie wtedy więcej emerytów niż pracujących)
2. przepłacisz podwójnie za 30 letni okres kredytowy
Zobaczyłem, że niechcący zablokowałem Wam arkusz (naprawione):
http://dev.matipl.pl/kredyt_hipoteczny/
adamskisitee
20 wrz, 2011
witaj mati dzieki za rady sa naprawde pomocne i troche wiem wiecej na dany temat niz wiedzialem, ja tak wlasnie przegladalem ostatnio porownywarke kredytow mieszkaniowych i doszlem do wniosku ze byloby dobrze wziasc kredyt na 15 lat 300.000.rata by mnie wychodzila 2.567zl mc no i oprocentowanie 6.22%, suma kosztow kredytu 54.04%. co sadzisz o tym?
matipl
20 wrz, 2011
@adamskisitee: cieszę się, że mogę pomóc. Jak gdzieś wspominałem, w naszym przypadku wyłącznie bierzemy pod uwagę kredyt na około 15 lat – właśnie ze względu na koszty.
To co piszesz wygląda świetnie. Ale pamiętaj, że na przestrzeni tylu lat rata spokojnie może skoczyć o jakieś 500zł i dobrze byłoby być przygotowanym.
Oczywiście nie zapominajmy, że przed kredytem najlepiej zrobić porządek z budżetem domowym – kontrolować wydatki, stworzyć fundusze (awaryjny, oszczędnościowy, tutaj polecam Jak zapanować nad własnymi finansami).
Wtedy będziemy mieli spokój mimo wahań stóp procentowych i innych czynników.
adamskisitee
20 wrz, 2011
@mati dziekuje za madre i pomocne rady ,mialbym jeszcze pytanie jak bys byl w stanie pomoc chcialbym wlasnie otworzyc rownierz jakis ciekawy rachunek z mozliwoscia oszczedzania na emeryture ale tak se zastanawiam czy byc moze fundusz oszczednosciowy by mi wystarczyl.moglbys poradzic dziekuje z gory
dreameen
20 wrz, 2011
Witam,
Zdecydowałem się na kredyt 192500 zł, na 20 lat z 15% wkładem własnym. Próbuje w ING i Pekao SA. Jak na razie rata z ING mnie niezbyt zadowala, czekam jeszcze na propozycje z drugiego banku i mam nadzieję że będzie bliżej moich oczekiwań. Muszę przyznać iż cały proces uzyskania takiego kredytu jest dosyć stresujący, jednak dla chcącego nie ma nic trudnego jak to mówią. Ilość dokumentów jakie trzeba dostarczyć jest nie kończąca się, ale to pewnie dlatego że pracuję za granicą na dzień dzisiejszy. Gdyby nie pośrednik przez którego to wszystko załatwiam to chyba musiałbym wsiąść miesięczny urlop na same załatwianie formalności, co nie wchodzi u mnie w rachubę.
Prawdą jest żeby brać jak na najmniejszy okres spłaty, jednak nie każdego na to stać i radzę się każdemu zastanowić, biorąc wszystkie rachunki, wydatki itd.. czy go na daną ratę będzie stać bez większych kompromisów w stylu życia. Sam się zastanawiam nad dłuższym okresem spłaty, jeśli rata w drugim banku będzie podobna, lub co gorsza wyższa. Mam jednak wszelką nadzieję i wierze że będzie jednak nieco mniejsza. Zdam relacje co i jak wkrótce, jako że wszystkie dokumenty już złożone i czekam teraz tylko na ruch banku.
Z góry mówię że nie chcę nikogo zniechęcać powyższym postem, takie są po prostu realia, że to bank stawia warunki i trzeba walczyć o swoje aby dostać kredyt na zadowalających nas warunkach. Pozdrawiam
adamskisitee
20 wrz, 2011
@dreameen hej a jakie musiales dokumenty dostarczyc jesli pracujesz zagranica , widzisz bo ja rownierz nie pracuje w polsce staram sie po prostu narazie wszystkiego dowiedziec bo mysle ze juz za jakies 4 miesiace bede gotowy przystapic do zalatwiania ow kredytu
sylwia
22 paź, 2011
Witam
Czytam tego rodzaju wypowiedzi od poł roku ponieważ przez ten czas rozważałam kredyt hipoteczny.Kiedy pani w banku zaproponowała mi okres kredytowania 30 lat ( a mam 42)
i zobaczylam w kalkulacji ze z 200 tys spłacę grubo ponad 400 tys przeraziłam sie.To szalenstwo fnansowe.
Do emerytury nie zdązę spłacic a do tego moja jesli bedzie to najnizsza dla osob prowadzacych działalnosc.
Przewiduje „wysyp ” nieruchomosci dla obecnie młodego pokolenia,bo jestem pewna ze spora grupa ludzi nie da po prostu rady i sie przeliczy z kosztami rzeczywistymi.
Ja postanawiam bawic sie systemem gospodarczym powoli jak kiedys w PRL a jak nie wyjdzie to trudno ,przynajmniej nie zabiorą.
dreameen
23 paź, 2011
@admaskisitee W sumie tostandardowe rzeczy z tymże z kraju w którym pracujesz ale to logiczne. Chociaż wyciagnięcie takiej np. opinii z banku w Czechach to niezła jazda bo oni czegos takiego nie mają, także w końcu sam musiałem ja napisac i dac panowi do podpisu w banku tam;)
Co do tego że się można przerazić to fakt, jesli ktos nie musi lub mu się to nie kalkuluje to jak najbardziej odradzam kredyt. Ja już jednak podpisałem „wyrok” na 20 lat i ciesze sie z tej inwestycji na dłuższy okres czasu, no i w końcu mam SWOJE 4 kąty co jest dla mnie priorytetem:)
Pozdrawiam i życzę pozytywnych decyzji kredytowych.
Sebastian
Paweł
23 lis, 2011
Na szczęście nie jestem w sytuacji takiej jak większość osób znajdujących się w tym miejscu.
Uwiązanie
Obecnie prowadzę działalność gospodarczą. Jak zaczynałem wszyscy mówili „nie remontuj!” „nie wiadomo ile tu będziesz” itp. Z powodu iż była to pierwsza moja działalność zakładałem że minimum jakie będę chciał zajmować się tym samym to 5-6 lat, więc co bym nie chciał remont porządny trzeba zrobić. Wydałem ok 3k, za remont warty jakieś 20k więc stratny nie jestem.
Po roku prowadzenia działalności dostałem umowę na korzystanie z prądu z enionu w stałej cenie. Umowa na jedyne 2 lata, czyli bardzo korzystna… Jednak z jakiegoś powodu nie skorzystałem i bardzo dobrze…
Jeszcze nie minęło 2 lata prowadzenia przeze mnie działalności i zmianiam branże… Pozbywam się 4000 kosztów miesięcznie, mogę to zrobić bo mam lepszy pomysł, nic mnie nie trzyma i przede wszystkim nie mam kredytu na 30 lat.
Już nie mówie o tym że(a jednak mówię?):
- mając kredyt trudno jest podjąć własną działalność (chyba że po etacie), bo musimy mieć „pewną pracę”
- nie możemy sobie pozwolić na „miesiąc bez pracy” bo szef nas denerwował, wykorzystywał…
- Frank + 50%? z 2,30 na 3,50?
Ale życie ludzkie jest na tyle fajne że możesz zawsze robić to co chcesz! Zamieszkać gdzieś indziej, przeprowadzić się… Jeśli w ciągu 2 lat można zmienić tyle poglądów na różne sprawy, branże w której jesteś, sposób na życie, to ile można w 30 lat?
Pewnie jeśli Cię stać na to zeby utrzymywać rate za mieszkanie 1500 + czynsz + czynsz za wynajem mieszkania w innym mieście (bo zanim wynajmiesz komuś pierwsze mieszkanie trzeba chwile poczekać a ty już mieszkasz gdzieś indziej)
To możesz utrzymywać tego typu „inwestycje” jak ktoś to śmiesznie nazwał.
Inwestycja
1.
Tylko że inwestycja to coś na czym się zarabia. Według przykładów o których piszecie chcecie brać mieszkanie za 300k na kredyt 600k, płacić do tego czynsz 180k (nie liczymy wzrostu opłat, inflacji itd
za:
- mieszkanie w bloku? bloki z wielkiej płyty były budowane na 20 lat, za 30 nie będą nic warte.
Może te w bloku kosztują teraz 150-250k (na Ślasku np.)
za 30 lat też nie będą nic warte. To moje zdanie zę te bloki się rozpadną albo nikt nie będzie chciał tam mieszkać. Ale inwestycja 780k albo w drugim przypadku 480k w mieszkanie w bloku za 30 lat, które wtedy będzie mieć 50 lat to nie inwestycja tylko zwiększanie kosztu życia… A może jeszce doliczymy do tego np 25% wzrostu ceny franka? Żeby była „średnia”?
2. Na chwilę obecną można znaleźć fajne mieszkania za ułamek tej kwoty np. 70-80k, i nie mówię tu o „nowym budownictwie” a o mieszkaniach które od ręki można sprzedać za 150k. Po remoncie standart jest podobny do tych za 300k a metrów 80-90.
Na takich mieszkaniach można zarobić dzięki kasie którą oszczędzisz wynajmując mieszkanie za 700-1000 40m
zamiast 2000za 60metrów
Standard życia
Rozumiem że marzeniem większości jest mieszkanie w 60 metrach? czy bierzecie kredyt na mieszkanie 120 -200 metrów bo wiecie ze będziecie lepiej zarabiać?
za 20 lat to mieszkanie 60m powinieneś mieć w dupie a bedziesz jeszce je spłacał.
Samej oszczędności przez 20 lat będziesz miał 240k a będąc wolnym człowiekiem prawdopodobnie pieniądze te będziesz inwestował w coś zamiast „inwestować” w 60m mieszkanie.
Wynajmując mieszkanie można trafiać na okazje przenosić sie za tą samą cene na lepsze, choć po odłożeniu 80k jak możesz kupić stare (ale jare) mieszkanie to niedługo będziesz „dziadować” w tym 40m.
Podsumowanie
Podsumowując… w wielu rzeczach mogę się mylić, mam dopiero 25 lat, nie znam wszystkich realiów zycia.
Jeśli ktoś chce się odnosić do tego co pisałem to określę wszysto w skrócie.
1. Rozumiem, że ktoś myśli sobie „najważniejsze mieć własny kąt” to bardzo popularne i bardzo logiczne. Każdy tego chce, ale zawsze jest kilka dróg do zdobycia tego.
2. Na własnym (krótkim) doświadczeniu sam zobaczyłem jak to jest być uwiązanym w jakiejś jednej opcji, jaką była moja działalność, wiedząc że można zrobić coś innego lepiej prosperującego, bardziej opłacalnego… A rezygnacja z działalności to okres tylko 6 miesięcy. Jak to porównać do 30 lat tkwienia z mieszkaniem, które może już nie być wiele warte?
3. Oczywiście tak jak frank poszedł w górę to ceny mieszkań teoretycznie też mogą, ale czemu miałbym za 780 k kupowac mieszkanie jak moge wieksze za 80k? ewwentualnie szukać lepszej okazji i sprzedać? w ciagu roku? dwóch?
4. Jeśli stać cię placić 2-3 k miesięcznie za kredyt to wszystko ok, będziesz miał mieszkanie, prace itd.
Ale jeśli to dla Ciebie dużo to może jeśli Twoja praca nie potrzebuje „Warszawy” (programista, księgowy, marketingowiec) możesz przeprowadzic się na Śląsk (Katowice lub jeśli jesteś wrażliwy estetycznie:) Gliwice?)
Czy juz teraz musisz podjąć decyzje że chcesz mieszkać zawsze w Warszawie?
za te 1500 które oszczędzisz Twoje dziecko będzie mieć więcej niż 60 m „apartament” w stolicy.
Nie mówię że musisz sie przeprowadzić, ale ze może dostaniesz lepszą prace tam, twoja zona dostanie, może z innych powodów będziesz „musiał” albo przede wszystkim „chciał” tam sie przeprowadzić.
A tu trzyma Cię małe mieszkanie „podobno” warte krocie
5. Jeśli chcesz inwestować prawie 2000 zł miesięcznie to lepiej zainwestuj w siebie, albo biznes, albo coś lepszego. Mając kredyt możliwość stracenia 2000 może boleć bardziej. A inwestycje to przede wszystkim kasa której nie boimy sie stracić.
6. Jeśli ktoś jeszcze chce brać kredyt na 30 lat to życzę powodzenia, choć rozumiem ze pewnie z 60-70% polaków nie chce inwestować, nie chce szukać okazji, a chce po prostu wziać kredyt, dostać mieszkanie i spokojnie sobie spłacać do końca życia. Nie neguję takiej postawy, bo te osoby wierzą też ze dostaną emeryturę jak już spłacą ten kredyt…
Ja nie wierzę…
wyma gana
12 mar, 2012
Zwykle ludzie mają na ziemi ok 60 lat dorosłego życia.
Żadnego mieszkania nie będziecie mieli wiecznie lecz w najlepszym przypadku te 60 lat. Czy warto być niewolnikiem przez całe życie dla tzw swojego na kredyt?
kmin
14 mar, 2012
Polecam garść linków w temacie z innego bloga. Trzeźwe myślenie to podstawa. Kolejność chronologiczna:
http://www.goldblog.pl/2012/01/mieszkania-czyli-jak-nabito-polakow
http://www.goldblog.pl/2012/01/nieruchomosci-ciag-dalszy-knf-i-komentarzyk
http://www.goldblog.pl/2012/02/targi-nieruchomosci-relacja
http://www.goldblog.pl/2012/03/wykres-o-bance-na-rynku-nieruchomosci-czyli-bzdura-na-papierze-choc-sluszna-teza
http://www.goldblog.pl/2012/03/spadki-cen-transakcyjnych-mieszkania-luty-2012
niktwazny
20 mar, 2012
” Czy warto być niewolnikiem przez całe życie dla tzw swojego na kredyt?” – nie warto , dlatego lepiej wziąc kredyt z niską ratą nawet formalnie na 40 lat z ratą równą bez obostrzeń za wcześniejszą spłatę – mam kasę i nie wiem w co ją włożyć nadpłacam kredyt – ale raczej nie skracam spłaty tylko do ostatniej chwili zmniejszam wysokość raty.
.Poza tym im dłużej spłacam kredyt o niskim oprocentowaniu tym jest on mniej groźny dzięki inflacji .
dlaczego ? w razie problemów łatwiej poradzę sobię z 200 ratami po 200 PLN niż 20 po 2000 PLN
Optymalny wiek na kredyt hipoteczny to ok. 30 – człowiek już ma oszczędności i umie zarabiać , a jeszcze może wziąć kredyt na 30 lat na dom/mieszkanie a za gotówkę kupić sobie samochód – wyjdzie taniej niż robić na odwrót
hiperbank
13 kwi, 2012
Najlepiej jest dużo zarabiać. hiperbank